![]() |
Rodzice: Żona: Dzieci: |
| Stanisław Ryś
Urodzony: 29.04.1914 r. Zmarł: 02.05.2005 r.
|
|
Urodził się w Pątnowie, pow. Konin. Po ukończeniu 7-mio klasowej Szkoły Powszechnej w Gosławicach nie podjął żadnej nauki, ponieważ zarobki jego ojca, pracującego jako dróżnik, wystarczały jedynie na utrzymanie licznego rodzeństwa. Pozostał więc przy rodzicach - przeważnie jako bezrobotny. 1 września 1934 roku został powołany do służby wojskowej i wcielony do 7. Dyonu w Poznaniu. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej pozostał nadal w wojsku jako podoficer zawodowy. Z chwilą rozpoczęcia wojny polsko-niemieckiej został przydzielony do ochrony Sztabu Armii Poznań dowodzonej przez gen. Kutrzebę. Tak wspominał czasy okupacji hitlerowskiej: W
3 dniu wojny otrzymałem rozkaz przewiezienia tajnych akt oraz 22 pilotów,
oficerów i podoficerów niemieckich
zestrzelonych w okolicach Gniezna, do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych
w Warszawie. Po wykonaniu powierzonego zadania wróciłem z Warszawy dnia
05. 09. 1939 r. do cofającego się
Sztabu Armii w okolicach Koła i zostałem przydzielony jako dowódca
posterunku do ochrony plutonu lotniczego. Zadanie polegało na zwalczaniu
dywersji niemieckiej, która działała na tyłach Armii i śledziła
przesuwający się Sztab. Podczas jednego z ciągłych nalotów 15.09.1939
r. na chroniony zamaskowany w lesie pluton samolotów, będących
do dyspozycji Sztabu, zostałem silnie kontuzjowany przez bombę. Doznałem
silnego krwotoku z gardła i uszu, tracąc słuch na okres 3 miesięcy. Było
to w miejscowości Luszyn, pow. Sochaczew. Niemieccy szpiedzy z sąsiedniego
lasu kierowali naloty za pomocą krótkofalówki
i dopiero po piątym nalocie zostali zlikwidowani. Straciliśmy 3 samoloty.
Słuch powoli odzyskiwałem, ale do obecnej chwili mam utratę w lewym
uchu ok. 60%. Od 16.09.1939 r. straciliśmy
łączność ze Sztabem i zostaliśmy włączeni do jednostki bojowej w
Puszczy Kampinoskiej, skąd kierowani na Warszawę toczyliśmy
bezustanne boje z Niemcami. Po rozbiciu nas i rozproszeniu zostaliśmy wzięci
do niewoli. Przez
2 tygodnie byliśmy internowani na otwartym polu, następnie
przeprowadzono nas na teren koszar w Łowiczu. Budynki koszarowe były
silnie zniszczone i nie mogły pomieścić kilkunastu tysięcy jeńców.
Dla ochrony przed zimnem wygrzebywaliśmy nory na placu
koszarowym. Żywieni byliśmy małą porcją chleba i solonych siedzi z
ograniczoną ilością wody dowożonej beczkami. Doprowadziło to do
zaburzeń żołądkowych i dezynterii, z którego to powodu wielu zmarło.
Po miesiącu pobytu zostaliśmy przeprowadzeni pieszo do Pabianic. Tam
osadzono nas w rozbitych
blokach fabrycznych bezpośrednio na cementowych posadzkach, skąd po dwóch
tygodniach przewieziono w zatłoczonych wagonach towarowych do
Ostrzeszowa. Tam, w zatłoczonym budynku gimnazjalnym przebywałem 3 miesiące.
Z braku miejsc musieliśmy spać na siedząco w salach i korytarzach. Następnie,
wygłodzonych i zawszawionych przewieziono nas do namiotów obozu jenieckiego w miejscowości Lamsdorf k / Opola - Stalag VIII B, ( obecna
nazwa Łambinowice ).Otrzymałem numer jeńca 5389. Podczas zimy
najbardziej dokuczał mi głód oraz zimno z powodu braku płaszcza, który poszarpany przez bombę w czasie nalotu pozostał
w okopie. Wiosną 1940 roku zostałem przydzielony do grupy 50 jeńców
na roboty polne do trzech majątków w okolice Gliwic, miejscowości
Kieferstädtel. W lipcu 1940 zostałem zabrany wprost z pola przez przysłanego
wachmana z obozu Lamsdorf i postawiony
pod zarzutem stracenia 22-ch pilotów niemieckich konwojowanych z Gniezna
do Warszawy. Wyrok miał być wykonany natychmiast jeśli nie udowodnię,
że wszystkich dowiozłem zgodnie z rozkazem. Moje zapewnienia nie miały
żadnego znaczenia. Powoływałem się na 6-ciu
rannych pilotów zabranych ze szpitala z Gniezna, a których nazwiska można
było ustalić, jeśli pozostali przy życiu. Zostałem osadzony w
areszcie, gdzie przez 3 tygodnie oczekiwałem wyroku. Po przeprowadzonych
poszukiwaniach odnaleziono dwóch żywych pilotów. Potwierdzili oni moje zeznanie
i to uratowało mnie przed wyrokiem śmierci. Po
rozbiciu armii francuskiej i przetransportowaniu jeńców zachodnich do
naszego obozu, wszyscy jeńcy
polscy zostali przewiezieni w okolice Münster (przy holenderskiej
granicy), skąd po miesięcznym
pobycie przetransportowano nas do miejscowości Hirschrot (koło granicy
belgijskiej). Przeznaczono nas do robót w kamieniołomach. Byliśmy
tam skazani na wyjątkowo ciężką pracę, głodzenie
i bicie przez wachmanów za nie przyjętą propozycję podpisania
robotnika cywilnego robót przymusowych na Śląsku Opolskim. W
skalistej górze rozbijaliśmy skały młotami ręcznymi i pneumatycznymi,
skąd na tzw. lorach kolejkowych pchaliśmy urobek pod górę Po
wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Stany Zjednoczone Ameryki, obóz jeńców
polskich został zlikwidowany w dn. 31. 10. 1940 r., a jeńcy jako
przymusowi robotnicy zostali skierowani do różnych prac. Zostałem
przeniesiony do gospodarstwa rolnego w miejscowości Kaldenich, kreis
Schleiden/Eifel. Tam pracowałem do wiosny 1942 r., skąd postanowiłem
uciec do Polski. Mój zamiar udał się tylko częściowo, ponieważ po
przejechaniu ok. Po
wkroczeniu wojsk radzieckich, wracałem pieszo z grupą Polaków do
Polski. W czwartym dniu pieszej wędrówki natrafiliśmy na oddział Wojska
Polskiego, gdzie kapitan służby sanitarnej prosił chętnych do obsługi
rannych żołnierzy w szpitalu wojskowym. Zgłosiłem się wraz z
towarzyszką podróży Krystyną Piórko (zam. w miejsc. Dobrowoda, pow.
Busko Zdrój ). Pełniliśmy funkcję sanitariuszy do czasu przewiezienia
rannych żołnierzy transportem kolejowym do Poznania. Po przyjeździe
otrzymaliśmy zaświadczenia z Miejskiego Komitetu Opieki Społecznej w
dniu 16. 05. 1945r. uprawniające nas do bezpłatnego przejazdu koleją,
więc udaliśmy się w rodzinne strony. Po powrocie z niewoli podjął pracę w Cukrowni Gosławice. 22 grudnia 1945 roku poślubił Mariannę Szabelską., z którą spędził resztę życia, tj. 59 i pół roku. Początki
na „nowej drodze życia”, w
nowej Polsce, były jednak bardzo trudne. Doznawał wielu szykan i
upokorzeń ze strony władz lokalnych. Był to okres represji
stalinowskich i czystek ideologicznych
a ponieważ przed wojną był żołnierzem zawodowym, należał do grupy
osób „ideowo niepewnych”. W 1951 roku w związku z zaistniałą
sytuacją, postanowił wraz z całą rodziną przeprowadzić się do
Kluczewa k/Stargardu Szczecińskiego i zatrudnić się w Cukrowni
Kluczewo. Pracował tam kolejno na stanowiskach: ekspedytora, magazyniera
efektów i zaopatrzeniowca technicznego. W roku 1953 zwolnił się z
Cukrowni Kluczewo z powodu przewlekłej choroby reumatycznej i nerwobóli
nabytych w niewoli. Wilgotny klimat regionu Szczecina pogarszał tę
chorobę. Przez 12 lat leczył się ambulatoryjnie
i w sanatoriach: Połczynie, Busku Zdroju, dwukrotnie w Ciechocinku i
dwukrotnie w Cieplicach, a
ostatecznie musiał poddać się operacji kręgosłupa w roku 1960 w
szpitalu w Bydgoszczy. Od
15.01.1953 r. do 30.04.1976 roku t.j. 23 i pół roku pracował w Gminnej
Spółdzielni S.CH. w Gosławicach
na stanowisku głównego księgowego. Po likwidacji Spółdzielni
na skutek zmian terytorialnych województwa został przeniesiony do Wojewódzkiego
Związku Spółdzielni Rolniczych w Koninie - Zakładu Zaopatrzenia
Rolnictwa - również na stanowisko głównego księgowego. Pracował tam
3 i pół roku czyli do W okresie pracy w spółdzielczości uzupełniał wykształcenie zawodowe by sprostać stawianym wymogom i tak ukończył dwa półroczne kursy handlowe, miesięczny kurs głównych księgowych, oraz Technikum Ekonomiczne CRS w Kutnie, uzyskując tytuł Technika Finansowego Przedsiębiorstw Handlowych. Za zasługi w budowie i rozwoju sieci detalicznej, długoletnią i wzorową działalność społeczną w spółdzielczości zaopatrzenia i zbytu, oraz za zasługi dla województwa konińskiego otrzymałem liczne dyplomy i odznaczenia państwowe, między innymi Złoty Krzyż Zasługi. |
|
| . | |
![]() |
|||
![]() |
![]() |
||
![]() |
![]() |
||